Fragmenty

Fragmenty

Leki na nadciśnienie popijam kawą. Mój puls skacze, mój umysł skocznie pulsuje.

Cały czas się boję, że czegoś nie zdążę… Wyczuwam to napięcie wewnątrz. Masażysta mówi, że to przyczepy, ale czym więcej wiem tym mniej rozumiem.

Jak odwrócisz się w lewo to nigdy nie wydarzy się to co by się wydarzyło jakbyś odwrócił się w prawo. Odwracam się.

Leje kawę, patrzę na termometr, patrzę na zegarek. Już nie pamiętam gdzie byłem na wakacjach. I tak tydzień za tygodniem…

Chyba już jestem gotowy. Mój mózg umiera od dnia urodzenia, a ja rzeźbię w nieskończoność te linijki. Jeśli ich nie zapiszę to znikną bezpowrotnie.

Tysiące wersji i nigdy nie powstanie ta najlepsza.

Siedzę, leżę, stoję, myślę. Moja megalomania sięgnęła zenitu. Wiem, że jestem najmądrzejszy na świecie. Tak niewiele mam autorytetów i czuję się tak bardzo lepszy od innych. Ciągle myślę, że powinienem zmienić ten świat, znaleźć odpowiedź, której wszyscy szukają.

Dokonuję wyborów, ale tak naprawdę wcale ich nie mam. Dokonano ich dawno temu przez mieszankę neutrinów, fotonów i innych dziwnych pierdół, które stworzyły mój mikro kosmos, moje DNA, moją przestrzeń i moją świadomość. Ten ułamek wszechświata i czasu to ja. W jego skali mogę ledwie mrugnąć, ale właśnie tym mrugnięciem mogę wszystko zmienić. Urodziłem się jako biała karta, którą zapisano za pomocą wszelkich możliwych determinizmów. I teraz siedzę, leżę, stoję, myślę – jak mrugnąć najlepiej.

Jak wielki jest świat. Gdyby planety z układu słonecznego były tak widoczne jak księżyc, to czy ludzie częściej zdawaliby sobie sprawę, że mieszkają w wielkim kosmosie, a nie tylko w swojej chatce? Te miliardy gwiazd, a wokół nich tryliardy planet. Nie sposób nam dotrzeć do granicy galaktyki, a tych galaktyk jest kwadryliard. A wszystko to pośród jeszcze większej pustki. Wszechświat obecnie ma 93 miliardy lat świetlnych rozpiętości. Ile to jest jeden rok? Ile to jest sto lat? W tysiąc właściwie cała znana nam Polska od zera powstała. Milion lat? Nawet nie potrafię sobie tego wyobrazić. 200 milionów lat temu byliśmy małpami, a 93 miliardy lat to właściwie… nie wiadomo ile to jest.

Jak mały jest świat. Składamy się z atomów, których nawet nie widać. Wszystko się z nich składa – nasze ciało, język, ślina, kości, choroba która nas bierze, sofa na której siedzimy, chleb, kapusta, jogurt, samochód, i powietrze którym oddychamy. Nie ma miejsca, w którym nie ma atomów. Jesteśmy jednym wielkim zbiorem atomów. One się ze sobą mieszają, tworzą różne stany skupienia, tworzą życie, a potem śmierć, ty umrzesz, a one dalej będą się mieszać.

Co jest w życiu ważne? Czy skala makro i odległości których nie możemy zmierzyć i definicje których nie potrafimy sobie wyobrazić? Czy skala mikro i jej nanocząsteczki i 10 tysięcy organizmów żywych mieszkających w każdym z nas? Czy może najważniejsza jest nasza skala, ludzka, wraz ze swoim niewiarygodnym rozwojem od małpy do istoty zastanawiającej się nad swoim istnieniem i potrafiącej odlecieć ze swojej planety?

Nie zobaczę całego świata i nie przeżyje wszystkich możliwych życiorysów, nawet nie przemyślę w ciągu życia całości znanego nam wszechświata. Ta myśl mnie przeraża. Uświadamia mi też, że nie da się ocenić świata, życia, a właściwie czegokolwiek jako całości. Można się tylko skupić na fragmentach.

Na fragmentach.

%d blogerów lubi to: